Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KRAJ I ŚWIAT
Afganistan: Bunt w jednostce
Niedawna polska zmiana kontyngentu w Afganistanie zapowiadała się na wyjątkowo trudną. Zlikwidowano przecież Wojskowe Służby Informacyjne, a na ich miejsce powołano nowe służby wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, które muszą budować swoją siatkę wywiadowczą od nowa. To miał być największy problem, z jakim mieli borykać się Polscy żołnierze w Afganistanie. Ale nie był.
Jak to często w życiu bywa, na miejscu pojawiły się nowe trudności. Nasi żołnierze odmówili wyjazdu na patrole w amerykańskich humvee twierdząc, że są one niewystarczająco opancerzone.
Rzadko się o tym mówi, że w Afganistanie nadal toczą się walki partyzanckie, a więc żołnierze są bardziej narażeni na ataki przeciwnika niż na przykład w Iraku. Dlatego nie powinno dziwić, że żołnierze tam przebywający, bardziej zwracają uwagę na swoje bezpieczeństwo. Stąd też problem z oferowanymi nam przez Armię Amerykańską samochodami terenowymi humvee.
Niesubordynacja za namową?
11 żołnierzy z Polskiej Grupy Bojowej stacjonującej w bazie Wazi - Kwa w Afganistanie, odmówiło wyjazdu na patrole. - Nasze humvee mają drugą klasę opancerzenia. Amerykanie i ich kontyngent mają czwartą, a i tak giną w nich ludzie - mówi jeden ze stacjonujących w Afganistanie żołnierzy. Szczególne zastrzeżenia pojawiają się pod adresem podłóg samochodów terenowych, które nie posiadają praktycznie żadnego opancerzenia. By czuć się bezpieczniej żołnierze mogą co najwyżej kłaść na podłodze samochodów worki z piaskiem, bo amerykanie nie pozwalają nam nawet na wprowadzanie przeróbek. - Nasze hummery (humvee) to szrot. Można się było spodziewać, że tak to się skończy. Ten sprzęt przeszedł generalny remont, był po prostu zajeżdżony - zauważa inny polski żołnierz.
Jak podaje rzecznik MON Jarosław Rybak, cała afera wybuchła za sprawą dwóch podoficerów, którzy mieli namawiać żołnierzy do odmowy wyjazdu na patrole. Oficerowie wrócili 25 czerwca br. do kraju. Sprawę bada Żandarmeria Wojskowa, która musi stwierdzić czy doszło do niewykonania rozkazu. Może za to grozić nawet trzy lata wiezienia. Rzecznik Żandarmerii Wojskowej w Warszawie płk. Edmund Jaroszuk zaznacza jednak: - Jestem bardzo ostrożny w ocenie tego wydarzenia. Mogło być tak, że żołnierze mieli prawo do niewykonania polecenia przełożonego.
Fakt faktem, ponoć Polscy żołnierze zwracali już uwagę MON na gorsze pancerze polskich humvee, ale uwagi te miały pozostać bez odpowiedzi. Ministerstwo Obrony tłumaczy się, że taki pancerz posiada większość humvee na wyposażeniu Armii Amerykańskiej, więc podobne skargi nie mają znaczenia.
Powroty się zdarzają
Tak zwana "klasa pancerza" to inaczej stopień odporności balistycznej jaką posiadają pojazdy opancerzone. Samochody o drugiej klasie opancerzenia (posiadają ją obecnie rosomaki, ale zmiana ma nastąpić w przeciągu kilku miesięcy) są odporne np. na ostrzał z karabinu snajperskiego lub ciężkiego karabinu maszynowego. Takiego, jakie można spotkać na czołgach - o ile ostrzał ten jest prowadzony z odległości od 30 metrów w górę. Humvee, którymi jeżdżą Amerykanie posiadają natomiast czwartą klasę pancerza. To oznacza, że są odporne nawet na ostrzał prowadzony z broni przeciwpancernej kalibru 14,5 mm i to z odległości 200 metrów. Różnica poziomu bezpieczeństwa jest więc wyraźna.
Jak podaje MON, tylko w trakcie trwania misji w Iraku na własny wniosek powróciło do kraju 225 polskich żołnierzy. Liczba tego typu wniosków utrzymuje się raczej na podobnym poziomie i wynosi od 1,5 proc. do 2,5 proc. wszystkich żołnierzy pełniących misję w danej zmianie. W czasie pierwszej zmiany było ich 44, w drugiej 16, trzeciej 45 szóstej 19, a ósmej 24 żołnierzy zdecydowało się wrócić. Takie wnioski to nic nadzwyczajnego. Z tą jednak różnicą, że są one zazwyczaj motywowane sprawami rodzinnymi, a nie obawą o własne życie i zdrowie.



Skoro nauczyciele mogą strajkować, czemu wojsko nie może? Powinno moim... »